Strona główna Blog Strona 170

Wyrzucił psa przez okno, bo ten… głośno szczekał. Trwa zbiórka na leczenie

www.ratujemyzwierzaki.pl

Gorzowscy policjanci zatrzymali 59-letniego mężczyznę, który wyrzucił psa przez okno z drugiego piętra wprost na beton. Zwierzę z poważnymi obrażeniami zostało przewiezione do lecznicy. Mężczyzna usłyszał już zarzuty.

Takie sytuacje nigdy nie powinny mieć miejsca i trudno nawet domniemywać co człowiek mogący postąpić w ten sposób ma w głowie. Do zdarzenia doszło w piątek (31.03) po godzinie 18:00 przy ulicy Krzywoustego. To właśnie wtedy gorzowscy policjanci otrzymali zgłoszenie o tym, że ktoś najprawdopodobniej wyrzucił psa przez okno.

Zakrwawione zwierzę leżało na betonie, gdzie zebrała się spora grupa mieszkańców. Jak się okazało pies został wyrzucony przez okno z drugiego piętra kamienicy. To cud, że w ogóle przeżył!

Przybyły na miejsce patrol natychmiast udał się do właściciela mieszkania, by dowiedzieć się co się tak właściwie stało.

– Mężczyzna w swoim domu gościł znajomych, którzy byli u niego z czworonogiem. W pewnym momencie zdenerwował się, że zwierzak szczeka. Wtedy wziął psa i rzucił nim o podłogę, a następnie wyrzucił przez okno – relacjonuje Grzegorz Jaroszewicz z Komendy Miejskiej Policji w Gorzowie.

59-latek usłyszał już zarzuty znęcania się nad psem oraz… posiadania amunicji bez zezwolenia, bo taką właśnie znaleźli u niego w mieszkaniu funkcjonariusze. Mężczyźnie grozi do 8 lat więzienia. Z kolei pies znalazł się pod opieką specjalisty ze szczecińskiej lecznicy. Jak się okazało miał poważne złamanie kości udowej z przemieszczeniem, złamanego kła, a badanie USG wykazało płyn w jamie brzusznej. Obecnie trwa zbiórka na leczenie czworonoga. Liczy się każda złotówka! Wpłat można dokonywać za pośrednictwem strony: Wyrzucony przez okno na beton. Chcieli, żeby konał w męczarniach, ale całe szczęście im się nie udało. Alex, obiecujemy Ci, że będzie dobrze. | RatujemyZwierzaki.pl


💸 Wspieraj nasze media na Patronite
https://patronite.pl/wlubuskie

Dwumiesięczny chłopiec tracił oddech. [FILM]

Dziecko oddech
fot. Lubuska Policja

Chwilę grozy przeżyła mama dwumiesięcznego chłopca, który miał problem z oddychaniem. O pomoc zwróciła się do policjantów z Komisariatu Policji w Gubinie, którzy przez kilkanaście minut walczyli o przywrócenie mu oddechu, a także monitorowali jego funkcje życiowe do czasu przyjazdu załogi pogotowia. Chłopiec po nocy spędzonej w szpitalu, cały i zdrowy wrócił już do domu.

Wtorek 28 marca 2023 roku, ten dzień z pewnością na bardzo długo zapadnie w pamięci nie tylko mamie dwumiesięcznego chłopca, ale również policjantom z gubińskiego komisariatu. Kobieta, będąc z dzieckiem na spacerze zauważyła, że jej syn ma problem z oddychaniem. O pomoc zwróciła się do policjantów z Komisariatu Policji w Gubinie, gdzie w rozmowie z dyżurnym jednostki młodszym aspirantem Grzegorzem Łukowiakiem powiedziała mu o objawach.

Chłopiec był bardzo słaby, jego oddech był bardzo płytki i nieregularny. Grzegorz, widząc stan dziecka, niezwłocznie do pomocy zawołał będącą w pobliżu sierżant sztabową Sylwię Hajdamowicz, policjantkę Wydziału Ruchu Drogowego, która posiada uprawnienia kwalifikowanej pomocy przedmedycznej.

Objawy, jakie miał chłopiec wskazywały, że mogło dojść do zadławienia i trzeba było działać szybko. Policjanci starali się zrobić wszystko by przywrócić stabilny oddech maleństwu. Sylwia po przejęciu dziecka od kobiety i wspomagana przez Grzegorza, który przez cały czas kontrolował funkcje życiowe chłopca, sprawdziła jego jamę ustną pod kątem czy nie znajduje się w niej ciało obce, a także rozmasowywała mu plecki.

Wydawało się już, że zagrożenie minęło, jednak w pewnym momencie oddech dziecka zatrzymał się. Policjantka, zachowując zimną krew, po ułożeniu dziecka na przedramieniu wykonała kilka uderzeń międzyłopatkowych,  z pozytywnym skutkiem. Oddech wrócił, jednak był bardzo płytki i nieregularny. Za wcześnie było na radość, bo po kilku minutach dziecko ponownie przestało oddychać i zaczęło sinieć. Po ponownym zastosowaniu uderzeń oddech powrócił i ustabilizował się.

Wezwana na miejsce załoga pogotowia ratunkowego zabrała przytomnego chłopca do szpitala w Zielonej Górze na badania. Chłopiec po nocy spędzonej w szpitalu, cały i zdrowy wrócił już do domu.


💸 Wspieraj nasze media na Patronite
https://patronite.pl/wlubuskie

„A przestań, to dobry, religijny człowiek jest”

LODR
fot. FB LODR, Canva Pro

Głaskanie po głowie, sugerowanie chodzenia w sukienkach oraz strach i mobbing w pracy. To tylko niektóre sytuacje, które opisali nam pracownicy Lubuskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Kalsku. Kobieta, która zgłosiła się do nas, jest przekonana, że w wyniku stresu utraciła dziecko.

Patrycja to skromna i prawie 30-letnia brunetka. Ukończyła dwa kierunki studiów. Wiecznie uśmiechnięta, pomocna, z sercem do zwierząt. Na jej profilu w mediach społecznościowych można znaleźć mnóstwo akcji wspierania psów i kotów. W Lubuskim Ośrodku Doradztwa Rolniczego w Kalsku pracuje od 2019 roku. Samorządowcy, z którymi współpracowała przy projekcie Lokalne Partnerstwo Wodne, mówią jednym słowem: kompetentna.

Jak sama mówi, nie jest osobą konfliktową. Niestety, w skostniałych strukturach rządowych agencji czy jednostek bardzo często doświadczenie i staż pracy bierze górę nad umiejętnościami i wiedzą. Patrycja musi swoje wycierpieć. Trudno jej w szczególności z panem Zdzisławem, który pracuje w ośrodku od blisko 40 lat i pełni funkcję zastępcy kierownika jednego z działów, z którym współpracuje.

– Jego wieloletnia praca na rzecz ośrodka pozwoliła na wypracowanie pewnej pozycji wśród innych. Wielokrotnie przekraczał wszelkie granice współpracy, dialogu czy kultury wobec innych. Młodszych i mniej doświadczonych pracowników traktował naprawdę źle – mówi nam Patrycja.

Jednak konflikty były na bieżąco rozwiązywanie i łagodzone przez ówczesną dyrekcję. Sytuacja uległa pogorszeniu, gdy pod koniec 2021 roku dyrektorem LODR został Wojciech Szadel. Pochodzący ze Wschowy, jest uznawany za protegowanego szefa lubuskich struktur PiS Marka Asta. Pracownicy LODR zdają sobie sprawę, że dyrektorzy czasami się zmieniają, w szczególności gdy decydują o tym politycy. Postanawiają podejść do nowego pracodawcy z tym samym zapałem do pracy jak zazwyczaj. Ten jednak od samego początku chce pokazać, kto tutaj rządzi. Dopiero później pracownicy dowiedzą się, że zachowanie dyrektora Szadla mogło być pośrednią przyczyną zawału jednego z pracowników w poprzednim miejscu pracy. Potwierdzają to wyroki sądów.

Wielbić i wykonywać

– Na początku sprawiał dobre wrażenie. Jednak moje problemy zaczęły się dosyć szybko, już w grudniu 2021 roku – opowiada.

Wtedy Patrycja została zobligowana do napisania wniosku do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, chociaż zwyczajowo robił to inny dział. Dostawała sprzeczne informacje, jej bezpośredni przełożeni mówili, aby nie pisała, ale dyrektor Szadel się uparł. Przygotowała go najlepiej jak potrafiła, chociaż do końca nie wiedziała, jak ma to wykonać. Mimo wszystko wniosek i tak wrócił do poprawek. Pech chciał, że dyrektor wcześniej pracował właśnie w agencji i traktował te sprawy ambicjonalnie. To właśnie wtedy pierwszy raz spotkała się z poważną reprymendą i usłyszała, że jest powolna, brakuje jej chęci i może stracić pracę. Wychodziła z gabinetu ze łzami w oczach.

Pracownica tłumaczy nam, że różnego typu reprymendy i sugestie poprawy pracy zdarzały się zawsze i były akceptowane, jednak to dyrektor Szadel wprowadził „władzę absolutną”. – Zaczęliśmy mieć poczucie, że powinniśmy go wielbić i zawsze wykonywać polecenia, nawet jeżeli zgodnie z naszym doświadczeniem i wiedzą są błędne. Zwrócenie na to uwagi kończy się podniesieniem głosu i słownym karceniem. Wszyscy czuliśmy, że mamy się czego i kogo bać – wyznaje.

Kolejną sytuacją był awans zawodowy Patrycji. Do tej pory każdy z pracowników po trzech latach stażu otrzymywał awans na wyższe stanowisko i drobną podwyżkę. Mniej więcej w momencie składania wniosku dyrekcja zmieniła regulamin, a ona otrzymała odmowę awansu. Domyślała się, że to właśnie ona mogła być powodem zmian w regulaminie. Pracownicy i kadrowa nie potwierdzili, ale też nie zaprzeczyli.

Zdjęcie poglądowe fot. Canva Pro

Pytania prywatne

Pytam, co najbardziej wpływało na tę atmosferę strachu w LODR w Kalsku. – Pan dyrektor wykazuje zachowania, których boję się ja i nie tylko ja. Jednego dnia jest miły, uśmiechnięty, drugiego dnia wzywa mnie lub kogoś innego i karci tak naprawdę bez powodu. Trzeba wpasować się w jego myśli, gusta, humor, inaczej jest źle – mówi bez wahania Patrycja.

Sytuacja nagle się zmienia. W okolicach maja ze strony dyrektora Szadla zaczynają się pytania prywatne, od banalnych: gdzie Patrycja „robi paznokcie, bo ładnie wyglądają”, zwraca uwagę na wygląd dziewczyny, zauważa, czy nakręciła zegarek, czy nie. Padają również bardziej osobiste pytania, np. Jakich lubi pani partnerów w związku? Czy np. spokojnych, takich jak on?

– Te wszystkie pytania i zachowania sprawiały, że czułam się osaczona i wiecznie obserwowana. W tym czasie prawie każde moje wejście do gabinetu dyrektora kończy się namawianiem do wzięcia udziału w wyjeździe integracyjnym, do którego ma dojść w czerwcu. Nie chciałam jechać, moi znajomi z pracy też się wykruszali. Usłyszałam, że dyrektor będzie bardzo niezadowolony, jeżeli nie pojadę. Koleżance potem tłumaczyłam się, że muszę pojechać, bo dyrektor sugerował, że będzie pamiętał, kto nie pojedzie i miałam wrażenie, że może się mścić – wyznaje dziewczyna.

Ciężkie czasy

Dla Patrycji przychodzą ciężkie czasy. Zaczynają się urlopy, sama jest odpowiedzialna za szereg działań. Samotnie jeździ po starostwach powiatowych i nosi skrzynie z materiałami. W tym czasie podejrzewa, że jest w ciąży. – To chyba najpiękniejszy moment w życiu każdej kobiety. Na samą myśl, że będę miała dziecko, przepełniało mnie szczęście – mówi.

Patrycja w końcu prosi o pomoc ze względu na ciężką fizyczną pracę. Na sierpniowe upalne spotkanie jedzie już z dyrekcją. Ubrana jest w szare spodnie i elegancką bluzkę z krótkim rękawkiem. Dostała od dyrektora reprymendę, że nie jest odpowiednio ubrana. – Nie jest pani już dziewczynką, powinna pani sukienki nosić i jak kobieta się ubierać – miał powiedzieć dyrektor.

Dziewczyna bała się bardzo, dlatego następnego dnia przyszła ubrana tak, jak życzył sobie Szadel. Jadąc na spotkanie, usłyszała kolejne prywatne pytania o planowanie rodziny i kiedy chciałaby zajść w ciążę. Potem dyrektor będzie miał pretensje, że wtedy mu nie powiedziała. Szadel jednak brnął dalej: Czy według pani jestem męski? Te pytania już były bardzo niesmaczne.

Tego samego dnia miała wizytę u lekarza. Ten nakazał jej natychmiastowe pójście na zwolnienie chorobowe od następnego dnia. Patrycja poprosiła o wypisanie zwolnienia kilka dni później, gdyż chciała pozamykać część swoich spraw i przekazać obowiązki.

fot. strona internetowa LODR

Załamanie, stres, strach

Pełna stresu, zrozpaczona i rozczarowana odchodzi na zwolnienie chorobowe. Liczy, że uspokoi nerwy i skupi się na rodzinie i ciąży. Jednak w ciągu kilku najbliższych dni życzliwi znajomi z pracy informują ją, jak dyrektor zaczyna komentować jej zwolnienie. Publicznie w sekretariacie mają padać zdania o tym, że „pani Patrycja zostawiła nas ze wszystkim” albo „Czy pani Patrycja musiała iść na to L4? Ta ciąża jest zagrożona czy co?”. – Czułam się tragicznie i nie mogłam zapomnieć o całej sytuacji. Koleżanka mi powiedziała, że została wezwana do dyrektora i usłyszała, że on sobie nie życzy, aby ktoś zrobił tak, jak Patrycja, że z dnia na dzień odchodzi na zwolnienie. To wszystko sprawiało, że nie mogłam przestać o tym myśleć – dodaje. W tak zwanym międzyczasie przesyła jeszcze z domu korespondencję mailową, bo nikt nie zadbał o przekierowanie jej.

25 sierpnia Patrycja trafia do szpitala. To wszystko jest dla niej dziwne. Wcześniej robiła badania i wszystko było w najlepszym porządku, sama też jest okazem zdrowia. Okazuje się, że poroniła. Dziecko przestało się rozwijać w 6/7 tygodniu, czyli mniej więcej w czasie, gdy zaczęła otrzymywać informacje, że jej zwolnienie jest komentowane w pracy. Patrycja jest załamana. Stres i strach przed kolejnymi informacjami z pracy mógł wpłynąć negatywnie na ciążę.

Potwierdza to w rozmowie z nami psychoterapeutka dr Maja Herman:

– Stres jest tym czynnikiem, który poprzedza absolutnie wszystkie zaburzenia, choroby psychiczne ale i jest czynnikiem wyzwalającym kryzys psychiczny. Krótko działający czynnik stresowy, działa na nas mobilizująco, alarmuje nasz organizm do walki i ucieczki, dzięki temu jako gatunek w czasach prehistorycznych mogliśmy przetrwać. Ale ten długo działający, codzienny, powolnie drenujący nasze zasoby jest czynnikiem, który destabilizuje nasze ciało oraz psychikę – mówi ekspertka – Stres upośledza naszą odporność,  przez co częściej chorujemy na choroby infekcyjne i zapalne. Ale stres to też zmiany w ukrwieniu i odżywieniu poszczególnych narządów i układów w naszym ciele, co może doprowadzić do ich nie wydolności a w konsekwencji do takich sytuacji jak np. poronienie i utrata dziecka – dodaje Herman.

Sprawa dla ministerstwa

Rozpacz przybiera jednak kolejny etap. Patrycja chce sprawiedliwości. Nie może pozwolić, żeby te same efekty spotkały jej koleżanki z pracy. Liczy na jeszcze jedną kwestię. Sama była wyborczynią Prawa i Sprawiedliwości.

– Pochodzę z religijnej, rolniczej rodziny. Lata temu ja i moi rodzice zaufaliśmy partii Prawa i Sprawiedliwości, czego pomału zaczynamy żałować. Nigdy nie bałam się bronić, dla innych często irracjonalnych, decyzji rządu. Mam wrażenie, że przez to straciłam sympatię wielu osób w firmie, osób, które jawnie mówią, że PiS nie powinien być przy władzy – będzie pisać później w piśmie do samego Jarosława Kaczyńskiego.

Pierwszą osobą, do której się odzywa, jest jeden z radnych powiatu świebodzińskiego i ważna figura  lokalnych strukturach Prawa i Sprawiedliwości. Ten z początku obiecywał spotkanie z szefem wojewódzkich struktur Markiem Astem. Jednak ostatecznie nie zrobił nic. Patrycja podejrzewa jednak, że o sytuacji powiadomił władze partii. Samodzielnie postanowiła zadzwonić do biura Asta. Tam też nie uzyskała pomocy. Patrycja nie poddaje się, już 3 września pisze pismo do posła Jacka Kurzępy. – To jedyna osoba, która wykazała zainteresowanie tą sprawą i to właśnie on powiadomił o całej sprawie Marka Asta – dodaje dziewczyna.

Z kolejnych pism dowiadujemy się, że parlamentarzysta powiadomił Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Jak sprawdziliśmy, był jedyną osobą, która postanowiła to zrobić. Potwierdza to informacja jaką otrzymaliśmy od Dariusza Mamińskiego, radcy Wydziału Prasowego MRiRW. Zastanawiąjące jest jakie działania podjął choćby wojewoda lubuski Władysław Dajczak, którego o pomoc prosił Jacek Kurzępa? Odpisał w piśmie do poszkodowanej, że nie posiada kompetencji i nie może ingerować w sprawy, o których pisze pokrzywdzona. W tak zwanym międzyczasie dziewczynę odwiedza Kurzępa. Mówi, że jest po rozmowie z Markiem Astem i pytał go, co zamierza w sprawie dyrektora Wojciecha Szadla zrobić. Patrycja miała usłyszeć, że partia uznaje dyrektora za „dobrego i religijnego człowieka”.

Postanowiliśmy skontaktować się z Posłem Markiem Astem, wysłaliśmy również zapytania na skrzynki mailowe, jednak do momentu ukazania się artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Z kolei służby wojewody nie odpowiedziały na nasze pytania i prosiły o wskazanie ważnego interesu publicznego, mimo iż zaznaczyliśmy, że piszemy w tej sprawie artykuł. Tutaj również nie uzyskaliśmy odpowiedzi. (dalsza część artykułu pod zdjęciem)

fot. FB LODR – Dyrektor Wojciech Szadel często obraca się wśród działaczy Prawa i Sprawiedliwości – tutaj na spotkanie z Ministrem Rolnictwa Henrykiem Kowalczykiem oraz Wojewodą Lubuskim Władysławem Dajczakiem.

Prawidłowe zasady współżycia

Dlaczego parlamentarzyści i politycy Prawa i Sprawiedliwości nie powiadomili prokuratury? Z rozmów z osobami będącymi blisko obozu rządzącego słyszymy, że postawienie jakichkolwiek zarzutów Wojciechowi Szadlowi mogłoby wiązać się z „drażnieniem gniazda szerszeni”, czyli frakcji Marka Asta. Politycy PiS bali się również i wprost przyznawali, że afera LODR jest nieporównywalnie większa niż ta w WORD.

W październiku zaczynają się jednak pierwsze kontrole. Swoją wysyła Państwowa Inspekcja Pracy, a miesiąc później w końcu sprawą zajmuje się ministerstwo rolnictwa. LODR w trybie ekspresowym powołuje komisję mobbingową, która do tej pory w jednostce nie funkcjonowała. PIP odmawia nam udzielenia informacji o wynikach kontroli. Te otrzymaliśmy jednak z LODR. Nie wskazują jednoznacznie na mobbing. Wnoszą jedynie o „podjęcie działań zmierzających do prawidłowego ukształtowania w zakładzie pracy zasad współżycia społecznego”.

Kontrolerzy przeprowadzili anonimowe ankiety. Na 38 przebadanych pracowników, większość stwierdziła, że nie występują zachowania mobbingowe. Jednak 8 osób uznało, że takie działania nie były wykonywane w obecności świadków. 9 osób zaznaczyło występowanie działań mobbingowych. Warto jednak nadmienić, że w Ośrodku pracuje 118 osób. Trudno powiedzieć dlaczego nie przepytano nawet połowy. Kontrola ministerialna jeszcze trwa i została przedłużona z uwagi na kolejne zgłoszenie następnego pracownika.

– Osób zastraszonych w ośrodku jest więcej. Niektóre nie chcą się wypowiadać, boją się stracić pracę – wyznaje Patrycja. – W momencie zgłaszania tych wszystkich spraw miałam poczucie, że ci ludzie mi pomogą. Powiadomiłam również pana Bogusława Motowidełkę [przewodniczący regionu zielonogórskiego NSZZ Solidarność – dop. red.], słyszałam jego wypowiedzi w sprawie mobbingu w WORD. Odpisał mi w sposób lakoniczny i nie wykazał chęci pomocy.

Postanowiliśmy dopytać go o całą sytuację, niestety nasz mail pozostał bez odpowiedzi.

Tej pani dziękujemy

W końcu Patrycja dowiaduje się, że do Zielonej Góry 3 grudnia przyjedzie prezes Jarosław Kaczyński. Wejściówkę dostała w biurze poselskim Jerzego Materny. Przy wejściu jednak pojawiają się problemy. Dziewczynę rozpoznaje jeden z prominentnych działaczy z zarządu partii Prawa i Sprawiedliwości, i deklaruje, że kobiety nie ma na liście i nie może wejść. W otrzymaniu plakietki pomaga pracownica biura poselskiego, która prosi o dopisanie Patrycji. Dziewczyna jest ponownie zatrzymana, pytają ją kilka razy, co chce tutaj powiedzieć.

Patrycję osaczają pracownicy Służby Ochrony Państwa (dawny BOR), wymieniają się spojrzeniami i między sobą mówią: „To jest ta pani”, „Acha, wiem która”. Partyjni nie daje za wygraną i zatrzymuje Patrycję do czasu przybycia posła Jerzego Materny. Gdy ten przybywa, Patrycja prosi o pomoc. Poseł przekonuje funkcjonariuszy, żeby weszła na spotkanie. Ponownie chce interweniować jednak działacz partyjny. Poseł zmienia zdanie i pyta przestraszony: „Co chcesz tam zrobić?”, „Po co to pani, przecież miała pani takie ciężkie przeżycia”. W tym momencie Patrycja ich pyta: „Panowie, wy mnie wszyscy znacie i nic w mojej sprawie nie zrobiliście?”. Chwilę później spotyka Marka Asta, ale ten nie jest zainteresowany rozmową z nią.

Mężczyźni starają się jeszcze przekonać dziewczynę, aby nie próbowała robić nic, co ich zdaniem zepsuje wizytę prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Niestety, głosu nie zabrała. Pisma też nie przekazała Jarosławowi Kaczyńskiemu. Wysłała pocztą. Odpowiedzi brak.

Pierwsza pomoc i nowe odkrycia

Patrycja jest zrozpaczona, nie widzi już możliwości pomocy. Prosi o spotkanie z marszałek Elżbietą Anną Polak. Drżącym głosem opowiada o całej historii, o poniżaniach, mobbingu, utracie dziecka i braku pomocy. Włodarz województwa po zaledwie jednej rozmowie postanawia zawiadomić Prokuraturę Rejonową w Świebodzinie.

Pracownicy sugerują nam, abyśmy sprawdzili również przeszłość dyrektora Wojciecha Szadla. Docieramy do wyroku Sądu Rejonowego w Nowej Soli z lutego 2020 roku. Jeden z pracowników Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa ze Wschowy pozywa swojego pracodawcą o ustalenie wypadku przy pracy. Okazuje się, że jego bezpośrednim przełożonym był wtedy właśnie Wojciech Szadel, kierownik biura powiatowego agencji.

Mężczyzna doznał zawału mięśnia sercowego. Sąd ustalił, że przyczyną zawału był silny stres i emocje związane z pracą. Kilka dni wcześniej to właśnie Szadel namawiał wielokrotnie mężczyznę do przejścia na emeryturę. Pracownik czuł się mobbowany przez kierownika. Komisja ds. przeciwdziałania mobbingowi i dyskryminacji potwierdziła, że postępowanie kierownika było „karygodne i naganne”, a także „nieprofesjonalne”. Co istotne, Sąd Okręgowy w Zielonej Górze oddalił w listopadzie 2020 roku apelację, którą złożyła agencja i w pełni zgodził się z wyrokiem sądu rejonowego.

Dochodzenie policyjne

O całą sprawę zapytaliśmy oczywiście dyrekcję Lubuskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Kalsku.

Udało nam się uzyskać jedynie odpowiedzi od radcy prawnego LODR Aleksandry Kowalewskiej: „Zarzuty mobbingu są dyrektorowi Lubuskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego znane. Nie polegają na prawdzie. Nie zostały potwierdzone w toku postępowania wewnętrznego Komisji ds. przeciwdziałania mobbingowi i dyskryminacji ani w toku kontroli przeprowadzonej przez Państwową Inspekcję Pracy oraz kontroli Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Zgodnie z wiedzą LODR nie zostało wszczęte żadne postępowanie cywilne ani karne w przedmiocie mobbingu” – czytamy w przesłanym nam mailu.

Dzisiaj już wiemy, że policja na zlecenie prokuratury wszczęła dochodzenie w sprawie przestępstwa określonego w art. 218 par. 1a Kodeksu karnego, czyli „Kto, wykonując czynności w sprawach z zakresu prawa pracy i ubezpieczeń społecznych, złośliwie lub uporczywie narusza prawa pracownika wynikające ze stosunku pracy lub ubezpieczenia społecznego, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Dyrektor Wojciech Szadel za pośrednictwem radcy prawnego zapowiada jednak możliwe pozwy. „W związku z bezpodstawnymi, zniesławiającymi zarzutami dyrektor LODR będzie dochodził obrony swoich dóbr osobistych oraz dóbr LODR w Kalsku na drodze prawnej, z uwzględnieniem odpowiedzialności karnej za przestępstwo zniesławienia” – czytamy.

Zapytaliśmy również o wszystkie przedstawione sytuacje. Dostaliśmy jasną odpowiedź, że nie miały miejsca.

Najwyraźniej jednak dyrekcja zaczęła realizować to co zapowiadała, gdyż po pierwszych publikacjach medialnych, na głównej stronie LODR pojawiło się oświadczenie pracowników. Od niektórych słyszymy, że bali się odmówić dyrekcji, która nalegała. Zastanawiające są to jednak metody, gdy sprawę pracowniczą wyciąga się na światło dzienne na oficjalnej stronie LODR w postaci wyskakującego okienka.

Dowiedzieliśmy się również, że do związków zawodowych wpłynęło pismo, w którym dyrektor zamierza rozwiązać z Patrycją umowę o pracę. Powodem ma być to, że ze swoją sprawą poszła do mediów. Na rozmowę z dyrektorem Wojciechem Szadlem jesteśmy umówieni we wtorek. Z pewnością o to zapytamy.

Prawdziwe dane pracowników są znane redakcji, na ich wyraźną prośbę imiona w artykule zostały zmienione.


💸 Wspieraj nasze media na Patronite
https://patronite.pl/wlubuskie

Śmiech to zdrowie! Stand-up Comedy w Międzyrzeczu

Już w niedzielę (02.04) w Międzyrzeckim Ośrodku Kultury odbędzie się stand-up w wykonaniu Pawła Reszeli i Alexa Niebrzegowskiego. Bilety można kupić stacjonarnie w kasie kina MOS lub za pośrednictwem Internetu.

Jeśli nie masz jeszcze planów na niedzielny wieczór to co powiesz na sporą dawkę dobrego humoru? Stand-up to coś czego żaden fan komedii nie powinien przegapić. W końcu śmiech to zdrowie, a o zdrowie trzeba dbać. Na scenie wystąpią Paweł Reszela i Alex Niebrzegowski.

Paweł Reszela to komik, aktor, autor tekstów i jednej z prekursorów klasycznych występów stand-up w Polsce. Wyróżnia się ciętym językiem, ostrym żartem i tym, że zaskakuje widzów podczas każdego występu.

Alex Niebrzegowski to komik prowadzący cykliczne imprezy komediowe. To również zdobywca Nagrody Głównej na Festiwalu Komedii Stolica w 2021 roku.

I to właśnie ci dwaj artyści zadbają o Wasz dobry nastrój. Stand-up Comedy już w niedzielę o godzinie 18:00 w Sali kameralnej Międzyrzeckiego Ośrodka Kultury. Bilety w cenie 40 zł do kupienia w Sali kina MOK lub tutaj:


💸 Wspieraj nasze media na Patronite
https://patronite.pl/wlubuskie

Nowy wóz strażacki może już ruszać do akcji

Gmina Międzyrzecz / Facebook.com

Do strażaków z Wyszanowa dotarł już nowiutki samochód ratowniczo-gaśniczy. „Basior”, bo tak został nazwany, został zaprezentowany mieszkańcom przed ratuszem, a po świętach odbędzie się jego uroczyste „przywitanie”.

Strażacy z Wyszanowa mają prawdziwy powód do radości. W ich szeregi wstąpił bowiem całkiem nowy, czerwony i w pełni wyposażony wóz strażacki! Zastąpi on dotychczasowy pojazd, który liczył sobie już prawie pół wieku. A to też świetna informacja dla mieszkańców, bo mogą być spokojni o swoje bezpieczeństwo – nowy samochód z pewnością sprawdzi się w każdej akcji.

Wóz na podwoziu MAN-a ma zbiornik na wodę o pojemności 4 tysięcy litrów oraz dodatkowy na 400 litrów środka pianotwórczego. Jest też oczywiście wyposażony w nowy sprzęt, niezbędny strażakom do gaszenia pożarów.

Jego koszt to ponad 1 milion 19 tysięcy złotych, z czego część środków to dotacje przyznane na ten cel.

Przypomnijmy: to już kolejny nowy samochód ratowniczo-gaśniczy, który trafił do Gminy Międzyrzecz. Wcześniej podobne wozy otrzymali strażacy z Obrzyc i Bukowca, a już wkrótce będą się z niego cieszyć również funkcjonariusze z Kaławy. Czytaj więcej:


💸 Wspieraj nasze media na Patronite
https://patronite.pl/wlubuskie

Ostatnie pożegnanie Jana Cebuli

pogrzeb

Jan Cebula był wybitnym lekarzem i cenionym specjalistą. Na jego pogrzebie pojawiła się kadra medyczna, służby mundurowe, myśliwi i dziesiątki osób, którym pomógł i którzy byli mu wdzięczni. Ostatni list syna Marka Cebuli do Ojca rozdzierał serce ze smutku.

Uroczystość odbyła się na Cmentarzu Komunalnym w Krośnie Odrzańskim. Mszę celebrował ksiądz proboszcz Zbigniew Samociak, ale wspierali go proboszczowie ks. Jerzy Krauze z Radnicy oraz ks. dr Andrzej Maciejewski z Osiecznicy. Wspominano trudne decyzje, które musiał podejmować dr Jan Cebula, aby często ratować ludzkie życie.

Jan Cebula urodził się w 1937 roku w Gorzycach niedaleko Wodzisławia Śląskiego. Maturę zdał w wieku 17 lat i dostał się na studia medyczne, będąc najmłodszym na roku. Akademię Medyczną ukończył we Wrocławiu i związał się z regionem krośnieńskim od 1964 roku. Był zatrudniony na różnych stanowiskach w szpitalu powiatowym w Gubinie i Krośnie, gdzie kolejno pełnił funkcję kierownika punktu krwiodawstwa, anestezjologa szpitala, kierownika powiatowej stacji pogotowia ratunkowego, a najbardziej znany był jako ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego, a funkcję tę pełnił przez blisko 40 lat.

– Życie Jana Cebuli było wielobarwne jak najpiękniejszy witraż. Kawałki tego kolorowego szkła układały się przez lata w skomplikowaną kompozycję, której niezwykłość dostrzega się w pełnej krasie, niestety dopiero po śmierci. Pan Jan miał to szczęście, że ostatnie dni liczone w godzinach, minutach i sekundach mógł spędzić w domu w gronie najbliższych mu osób – mówił starosta krośnieńskie Grzegorz Garczyński, który pożegnał Jana Cebulę w imieniu samorządu oraz medykami szpitala powiatowego.

Blisko 40 lat na jednym oddziale przepracowała ze zmarłym, położna Ewa Klepczyńska.

– Był człowiekiem niezwykle pracowitym i sumiennym. Świetny specjalista i mistrz dla młodych lekarzy i położnych. Praca pod jego przywództwem dawała poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Pracował w trudnych czasach, a mimo to jego wiedza i doświadczenie uratowało nie jedno życie ludzkie. Zawsze stał po stronie personelu, a każda rozmowa z nim była zakończona, życzliwą radą – wspominała pracownica szpitala.

Najbardziej przejmującym i emocjonalnym momentem pogrzebu było wystąpienie syna, burmistrza Marka Cebuli, który przeczytał fragmenty ostatniego listu do Ojca.

– Chciałem dzisiaj słowami opowiedzieć jak żyłeś i czego dokonałeś, bo w mądrej książce wyczytałem, że jeżeli szukamy na te pytania odpowiedzi to powinniśmy sobie wyobrazić swój pogrzeb i pomyśleć ile ludzi na nim będzie i jak będą wspominać. Na krośnieńskim cmentarzu jest dzisiaj tłum ludzi. Wasza obecność, jest najlepszą opowieścią o życiu mojego taty. W każdym z was pozostawił jakiś ślad, wspomnienie. Musi być na tyle silne, że tutaj dzisiaj jesteście. Naturalne jest, że mama, siostra i ja spędziliśmy z tobą najwięcej czasu. Z mamą przeżyłeś ponad 60 lat w związku małżeńskim i tutaj kolejny raz przesunąłeś daleko granicę. Jesteś… byłeś nie do pokonania. (…) Pod informacją o twoim odejściu jedna z osób napisała „Był profesjonalistą swojego zawodu”- tak… to fakt. Kochałeś leczyć i przyjmować na świat kolejne pokolenia. Wszystko, za co się zabrałeś robiłeś z pasją i niesamowitym zaangażowaniem (…) Jeden twój przedmiot chciałbym zachować. Będzie to laska, którą się podpierałeś w ostatnich latach. Wiem, że zostawiłeś w niej swoją siłę dla nas wszystkich. Będę mógł się o nią oprzeć i mam pewność, że mnie podtrzymasz jak zawsze przez całe życie (…) przytoczę jeszcze jeden wpis: „Nie pytam Panie, dlaczego mi go zabrałeś, ale dziękuję, że mi go dałeś”. (…) Do zobaczenia tatku, odpoczywaj w pokoju. Twój syn Marek. Postscriptum: Nie odpisuj, wiem, że dotrzymasz każdego słowa jak zawsze… – zakończył Marek Cebula.


💸 Wspieraj nasze media na Patronite
https://patronite.pl/wlubuskie

Czy media narodowe mają zlecenie na Elżbietę Annę Polak?

Elżbieta Polak
fot. Lubuskie.pl

W ostatnich tygodniach obserwujemy zmasowany atak mediów narodowych i tych powiązanych biznesowo z rządem PiS. Wszystko zaczęło się w zeszłym roku od domniemanego mobbingu w WORD i trwa do dzisiaj. Najnowsze ataki to targi turystyczne w Berlinie i rzeka Odra. Komu zależy na takim działaniu?

Elżbieta Anna Polak bywa bezkompromisowa. Gdy w grę wchodzi ludzkie zdrowie potrafi jasno stawiać sprawy i wskazywać winnych zaniedbań. To bardzo często sprawia, że dla przeciwników politycznych i rządowych mediów jest łatwym celem. Nie inaczej było tym razem.

Telewizja Polska w materiale wyemitowanym w Wiadomościach sugeruje, że marszałkini atakuje polski rząd i tym samym knuje z Niemcami. To kolejny przykład germanofobii pracowników tzw. mediów publicznych. Wszyscy dookoła widzą, że Odra to rzeka graniczna, zarówno polska jak i niemiecka. Marszałkini uważa, że trzeba podejmować dialog, aby w przyszłości uniknąć katastrofy.

– My tu współpracujemy z sąsiadami. Przyroda i ekologia nie znają granic państwowych. Współpraca z Niemcami na rzecz wspólnego celu, jakim jest ochrona środowiska, to zaleta, a nie zarzut. Oni chcą nas konfrontować z sąsiadami, a naszym zadaniem jest współpraca! – napisała na swoim profilu włodarz województwa.

Kierunek działań w sprawie Odry popierają również inni samorządowcy – Doszło do tragedii, tuszować tego nie można. Mamy informacje od fachowców, że Odra będzie się odradzać przez kolejne kilkanaście lat – twierdzi Grzegorz Garczyński, starosta krośnieński – Jestem wdzięczny zarządowi województwa za wsparcie udzielone gminom leżącym nad Odrą. To rzeka graniczna zarówno nasza, jak również naszych zachodnich sąsiadów – dodaje.

Wcześniej marszałkini również była negatywną bohaterką TVP. Niedawno zarzucano jej, że stoisko województwa lubuskiego było w niemieckiej hali na targach turystycznych ITB w Berlinie. Słowem jednak nie wspomnieli, że polski pawilon również był z Niemcami w innej hali. Tę sprawę dokładnie przeanalizowaliśmy i ukazaliśmy manipulacje m.in. „Gazety Lubuskiej”. (dalsza część artykułu pod linkiem)

W zeszłym roku błąd tłumacza sprawił, że powstała medialna nagonka na marszałkini, która miała sugerować, że w Odrze była rtęć, a ona cytowała jedynie Axela Vogla, ministra rolnictwa, środowiska i ochrony klimatu Brandenburgii.

Media poddały ją linczowi również za aferę WORD, a ona jako jedyna zawiadomiła w tej sprawie prokuraturę i zaproponowała domniemanej pokrzywdzonej pomoc prawną i psychologiczną.

Można się tylko domyślać, że atak państwowych mediów może być związany z kategorycznym brakiem zgody na takie manipulacje. „Dziennikarze” Gazety Lubuskiej mają wytoczony proces i w tle są kolejne rozprawy sądowe. Mają świadomość, że mogą przegrać, więc angażują w to media ogólnopolskie. Działania GL były przedmiotem również reportażu Marka Osiecimskiego w TVN24. W materiale „Pressja Władzy” sprawa nagonki na marszałkinię Elżbietę Annę Polak jest jednym z głównych wątków. Krytycznie ocenili to prawnicy i medioznawcy.

Dzisiaj już zapominamy, że to właśnie nagonka, hejt i nienawiść zabiły prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Niestety każdy kolejny materiał Gazety Lubuskiej i TVP przypominają tamtą sytuację.

Do tego zbliża się kampania wyborcza i wszyscy czują, że tego typu działania będą się jeszcze nasilać. Ostatecznie trzeba też pamiętać, to, że działania podejmuje polski rząd nie oznacza, że ma on patent na prawdę i słuszność. W poprzednich latach mogliśmy zauważać coś zupełnie odwrotnego.


💸 Wspieraj nasze media na Patronite
https://patronite.pl/wlubuskie

Chciała zarobić, a straciła. Oszuści zostawili ją z kredytem

Tym razem ofiarą oszustów padła kobieta, która wystawiła na portalu ogłoszenie o sprzedaży akcesoriów do konsoli do gier. Złodzieje podstępem wyłudzili od niej poufne dane, a następnie zaciągnęli na nią kredyt.

Na wnuczka, na policjanta, na hydraulika czy przedstawiciela firmy telekomunikacyjnej – pomysły oszustów na to jak wyłudzić pieniądze czy dane osobowe są coraz bardziej kreatywne! I mimo wielu ostrzeżeń ze strony policjantów czasem trudno jest uchronić się przed ich działaniem. Wszystko dlatego, że w swoich metodach wykorzystują coraz to nowsze technologie i czasem nawet nie podejrzewamy, że znaleźliśmy się w niebezpieczeństwie.

Tak też było w przypadku kobiety, która wystawiła ogłoszenia o sprzedaży akcesoriów do konsoli na jednym z portali internetowych. Już chwilę po wystawieniu oferty kobieta dostała na telefon informację, że został on sprzedany.

– W wiadomości załączony był link do strony internetowej. Sama wiadomość miała być wysłana przez portal. Kobieta nie podejrzewając oszustwa weszła w załączony link, który przeniósł ją na stronę internetową, wyglądającą jak rzeczywista strona portalu. Z pokrzywdzoną kontakt nawiązała kobieta, twierdzącą że jest z obsługi i będzie weryfikować dane – relacjonuje Grzegorz Jaroszewicz z Komendy Miejskiej Policji w Gorzowie.

Dopiero nieco później okazało się, że kobieta padła ofiarą oszustwa. Złodzieje nie tylko przelali pieniądze na swoje konta, ale także zaciągnęli kredyt na wyłudzone dane. Łączne straty szacowane są na 22 tysiące złotych.


💸 Wspieraj nasze media na Patronite
https://patronite.pl/wlubuskie

Bezpłatne szkolenie z niemieckiego prawa pracy

Praca Niemcy
fot. Canva Pro

Po raz kolejny działacze partii Razem z województwa lubuskiego oraz z Berlina organizują cykliczne bezpłatne szkolenia z niemieckiego prawa pracy. Po sukcesie poprzednich szkoleń w Słubicach i Gorzowie, przyszedł czas na spotkanie w Zielonej Górze, które organizują wspólnie z Zielonogórską Nową Lewicą.

– Zauważyliśmy, że liczba problemów, o których dowiadujemy się podczas szkoleń, a także podczas rozmów z uczestnikami, jest niestety zbyt duża. Dlatego kontynuujemy naszą działalność i organizujemy kolejne spotkanie, aby pomóc jak największej liczbie osób pracujących w Niemczech – mówią organizatorzy.

Podczas szkolenia uczestnicy będą mieli okazję zdobyć wiedzę z zakresu prawa pracy w Niemczech. Adwokat z Niemiec oraz doradczyni niemieckich związków zawodowych będą odpowiadać na pytania dotyczące maksymalnego czasu pracy, postępowania po otrzymaniu wypowiedzenia, dodatków do pensji oraz ochrony przed zwolnieniem.

Spotkanie poprowadzą Magdalena Milenkovska oraz Hubert Fidali, a odbędzie się ono 1 kwietnia (sobota) o godzinie 16:00 w Zielonej Górze w biurze Nowej Lewicy, przy ulicy Ptasia 2A. Szkolenie jest w pełni bezpłatne, a na przybyłych pracowników czekać będzie słodki poczęstunek.


💸 Wspieraj nasze media na Patronite
https://patronite.pl/wlubuskie

Spacer po Gorzowie z niespodzianką

Karolina Machnicka / Gorzów Facebook.com

Mieszkańcy mają kolejną okazję, by wziąć udział w wyjątkowym spacerze po mieście pod czujnym okiem przewodnika, który opowie o ciekawych miejscach i ich historii. Tym razem zaplanowano też… niespodzianki!

Jutro (01.04), tak jak w każdą pierwszą sobotę miesiąca, odbędzie się kolejna wycieczka w ramach gorzowskiego cyklu „ChodźMy na Spacer”. Tym razem jednak organizowana jest ona pod wielkim znakiem zapytania, bo… nie do końca wiadomo gdzie będzie prowadziła trasa! W związku z przypadającym na jutro dniem Prima Aprillis tematem spaceru jest „Serio i żartem po Gorzowie”. Brzmi tajemniczo!

– W sobotę, w związku z wyjątkową datą (Prima Aprilis) szykuję kilka niespodzianek, choć ci, którzy mnie znają wiedzą, że te niespodzianki zdarzają się na każdym spacerze – przyznaje Zbigniew Rudziński, przewodnik.

Do wycieczki mogą dołączyć wszyscy chętni – nie potrzebne są wcześniejsze zapisy, nie wymagane są opłaty (warto jednak mieć przy sobie parę groszy na wypadek konieczności kupienia biletu autobusowego). Zbiórka on godzinie 10:00 przy fontannie Pauckscha na Starym Rynku.


💸 Wspieraj nasze media na Patronite
https://patronite.pl/wlubuskie